Początek 2015 r. przynajmniej dla Francji nie zapisał się złotymi zgłoskami. Terrorystyczny atak, który poza dramatyzmem całej sytuacji uderzył wprost w podstawy całego francuskiego społeczeństwa. Przedmiotem ataku nie była bowiem tylko redakcja gazety oraz jedna z mniejszości wyznaniowych, ale cała filozofia otwartego państwa oraz tak fundamentalna wartość jaką jest wolność słowa. Oto bowiem grupka ekstremistów w swoim mniemaniu wyznaczyła co mówić wolno, a co nie i kto nie będzie tolerowany koniec końców nie na „ich terenie”. Odpowiedzą na te ataki mogła być tylko siła i w moim odczuciu na tę siłę i konfrontacje nacji tworzących Francję terroryści liczyli.

Obecnie władze postawiono tym samym przed problemem pogodzenia wody z ogniem. Z jednej strony krwawe zamachy nie mogły przejść bez echa i wymusiły zdecydowaną reakcję tak faktyczną jak i polityczną. Z drugiej strony ich skutkiem staje się ostracyzm jakby nie było pięciomilionowej mniejszości francuskich muzułmanów. Władze potępiając terrorystów i podejmując kroki mające na celu poprawę bezpieczeństwa nie mogą uciec od uzasadnienia ideologicznego tych, którzy stali się przyczyną problemu. Akcentując jednak na pierwszym miejscu pobudki religijne wymuszają na społeczeństwie powszechną wrogość wobec muzułmanów powodując ich dalsze odseparowanie oraz narażając na ataki odwetowe. Te zaś mogą jedynie eskalować konflikt. W efekcie władza musi potępić zamachowców nie powodując, że skutkiem tego stanie się cicha wojna jaką poszczególne nacje zaczną ze sobą toczyć. Nie jest bowiem trudne do wyobrażenia, że w ok. 60 milionowej Francji znajdą się jednostki, które za swój cel obiorą odwet na 5 milionowej społeczności francuskich muzułmanów. Z kolei ci w odpowiedzi na pobicia, czy też w skrajnych przypadkach ofiary śmiertelne zapałają chęcią dalszego odwetu.

W tym miejscu godnym uwagi jest zagadnienie, czy w gruncie rzeczy terrorystom nie o to chodziło, by władze Francji nie sprostały wyzwaniu. Wszakże terror w swej definicji ma zastraszenie i pogłębianie antagonizmów. Nie jest wojną lecz pcha ku wojnie. Żeby tak działać musi jednak mieć ku temu podatny grunt, którym w przypadku Francji jest jak sądzę stagnacja gospodarcza. Dopiero w tym roku gospodarka francuska odzyskała poziom z przed 2008 r. Społeczeństwo Francji realnie ubożeje, pogłębiają się różnice ekonomiczne i społeczne. Brakuje pracy i pieniędzy, a tego żyjące pokolenia nie znają. Młodzi, pozbawieni pracy i perspektyw ludzie są sfrustrowani co nie jednego z nich popycha w kierunku ekstremizmu. Winią tych, albo tamtych za stan otaczającej ich rzeczywistości. Nie mając nic do stracenia i otwarty umysł uciekają w ideologię, która może doprowadzić ich do aktów jakie miały niedawno miejsce.

W tym kontekście, przed rządem Francji widzę naprawdę trudne zadanie. Nie tylko bowiem chodzi o ukaranie winnych, siłowe zduszenie radykalnych bojówek, ale przede wszystkim zakasanie rękawów i sprawienie, by francuska gospodarka wróciła na ścieżkę dynamicznego wzrostu. Tylko praca i perspektywy mogą długofalowo wyeliminować społeczną frustrację będącą podstawą problemu.

Killion Munyama