Światowa gospodarka to system naczyń połączonych. Koniunktura wśród największych graczy tj. USA, UE i Chin decyduje w znaczącej części o prospericie lub recesji na cały globie. O koniunkturze decyduje zaś dostęp do taniego pieniądza, który dla międzynarodowych koncernów jest dostępny wszędzie, co nie znaczy, że za tą samą cenę. Zjawisko przenoszenia długu ma miejsce wtedy, kiedy zaciąganie zobowiązań na innym, niż dotychczasowy rynku staje się tańsze. Innymi słowy, gdy pojawia się rynek, na którym ze względu na niższe stopy procentowe bardziej opłaca się zaciągać dług, niż na rynku, który był jego dotychczasowym źródłem. Zjawisko to zaczynamy powoli obserwować dzięki polityce luzowania ilościowego przez Europejski Bank Centralny. Wtłaczanie gigantycznych pieniędzy na rynek w połączeniu z bliską zeru stopą procentową oraz wysokim kursem dolara powodują, iż Europa staje się obecnie najciekawszym rynkiem długu, który to dług stanowić może smar dla machin korporacyjnych całego świata. Dowodem na rozwój rynku kredytowego jest fakt, iż tylko od początku roku amerykańskie przedsiębiorstwa pożyczyły w Europie blisko 30 mld euro, a wśród nich sama Coca -Cola 8,5 mld.

Obecny ruch na rynku długu niesie za sobą ciekawe implikacje. Z jednej strony wzmożona aktywność kredytowa przedsiębiorstw z poza UE niesie za sobą wzmocnienie pozycji i stabilności europejskiej waluty. Ogromne zobowiązania wielu instytucji finansowych oraz koncernów będą dobrym hamulcem dla spekulantów. Nie tylko bowiem interesem Europy będzie stabilność kursu. Stopniowy zwrot długu będzie pożywką dla instytucji finansowych, gdy polityka luzowania ilościowego przestanie być realizowana. Nadto pożyczki zaciągane we wspólnej walucie spowodują, iż dla uniknięcia ryzyka kursowego, międzynarodowe koncerny będą musiały zwiększyć aktywność na europejskim rynku, w celu generowania w przyszłości na tyle wysokich dochodów w walucie kredytu, by nagła np.: deprecjacja dolara nie spowodowała dla nich problemów z płynnością. Czyli by nie stało się tak, jak dzieje się obecnie z zadłużonymi we frankach. Większa aktywność oznacza większe inwestycje. Z drugiej strony drenowanie przez pozaeuropejskie koncerny europejskiego rynku długu powoduje, iż mniej z pośród wygenerowanych środków pozostaje chwilowo w Europie, co w konsekwencji powoduje, że gospodarka nie otrzymuje tak masowego wsparcia jak mogła by otrzymać. Jest to powodem do niepokoju, ale dzięki temu mniej pieniędzy jest marnotrawionych na inwestycje tworzone jedynie po to, by wydatkować na siłę wciskany rządom i instytucjom pieniądz. Wygrywa zdrowy rozsądek. Bank mający prawa ciągnienia z EBC woli je pożyczyć Coca -Coli ,niż np.: Grecji w sytuacji, gdy coś z pieniędzmi zrobić musi pod groźbą odsetek karnych. Niebezpieczeństwem jest niedoszacowanie przez pożyczkobiorców ryzyka walutowego, czyli na tyle duży wzrost wartości euro przy deprecjacji dolara, iż będzie to rodzić niebezpieczeństwo ściągalności udzielonych kredytów.

Scenariuszy jest wiele. Wszystkie jednak przewidują to, iż europejska gospodarka nareszcie ruszy z miejsca, co będzie później czas pokaże.

Killion Munyama