Atmosfera przedwyborcza ma niestety to do siebie, że na czasie jest zaduma nad słowami, które w innych okolicznościach przeszły by bez echa. Z zaciętością godną lepszej sprawy komentuje się wówczas postawy i słowa, które mogą być przytykiem dla politycznej konkurencji, ale które tak naprawdę nie mają znaczenia w odniesieniu do życia obywateli i dobra Polski, o które każda z formacji walczy na swój sposób różnie zresztą je rozumiejąc. Tymczasem właściwie bez echa przeszedł wielki sukces jaki odnieśliśmy w trakcie unijnego szczytu dotyczącego mechanizmów obniżania emisji CO2 do 2030 r.

Oceniając swoją wyprawę na Hiszpanię Napoleon trafnie stwierdził, że nikt nie lubi uzbrojonych misjonarzy.

 

W czarne scenariusze nie wierzę, ale z przykrością stwierdzam, że niepokoi mnie obecna próba sił między NATO a Rosją. Obserwując relacje z ostatniego szczytu NATO z radością przyjąłem, iż w prewencyjnej trosce o wschodnią granicę sojuszu zdecydowano o tym, iż dowództwo sił szybkiego reagowania będzie się mieścić w Polsce. Z podobnym zadowoleniem przyjąłem mające już miejsce wzmocnienie międzynarodowych sił Sojuszu w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Obecność wojsk państw Zachodniej Europy i Stanów Zjednoczonych na terenie Polski, Litwy, Łotwy i Estonii miło by  niebagatelne znaczenie w przypadku zaatakowania tych krajów. Celem były by  nie tylko jednostki narodowe, ale i siły zbrojne USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii i innych państw sojuszniczych. Bezpośredni atak na te jednostki stanowił by, zaś obok art. 5 Konwencji Waszyngtońskiej o konieczności zbrojnej odpowiedzi wszystkich państw sojuszniczych.

Nie o to jednak chodzi. Sprowokowana agresją Rosji na Ukrainę retorsja Sojuszu Północno - Atlantyckiego  jest niebezpieczną grą. Zarówno Rosja jak i państwa NATO dysponują potężnymi siłami opartymi o broń konwencjonalną jak i masowego rażenia. Nie ma w tym miejscu sensu dokładne zestawianie przeciwników poprzez drobiazgowe porównywanie ich potencjału. Wydatki na zbrojenia państw NATO są od przynajmniej 20 lat 15-16 razy wyższe, niż w Federacji Rosyjskiej. Tym samym w zakresie broni konwencjonalnej potencjał sprzętowy, ludzki i technologiczny daleko wyprzedza rosyjskie możliwości. Rosję zaś chronią jej przestrzenie i niski poziom infrastruktury. Sęk jednak nie tkwi  w tym jakie walory przesądzą o zwycięstwie jednej ze stron konfrontacji, ale w tym, iż ta konfrontacja w najgorszym scenariuszu byłaby walką bez zwycięzcy. Walką, w której w ostatecznym rozrachunku zwycięzca rządził by zgliszczami świata jaki znamy.

Biorąc pod uwagę racjonalność światowych przywódców bezpośrednie starcie jest niezwykle mało prawdopodobne. Zastanawia mnie jednak praprzyczyna obecnego kryzysu. Angażując się na Krymie i wspierając separatystów z obwodów donieckiego i ługańskiego Rosja musiała sobie zdawać sprawę do jakiej odpowiedzi zmusi NATO. Prawdopodobnie niewkalkulowanym ryzykiem było strącenie przez separatystów malezyjskiego samolotu, co spowodowało szersze zainteresowania Zachodu. Straszak gazowy przyniósł zaś jedynie projekty infrastrukturalne w Europie i zbliżenie ze Stanami Zjednoczonymi. W ostatecznym rozrachunku efektem polityki zagranicznej Rosji ostatniego półrocza jest potencjalna utrata największego odbiorcy gazu i ropy, wzmocnienie militarne NATO na wschodzie oraz kosztujące grube miliardy sankcje. Dalsze brniecie w konflikt przyniesie ruinę rosyjskich finansów i przekształcenie się jej samej w kraj postrzegany jako niebezpiecznie niezrównoważony, który przez swe ubóstwo i arsenały będzie zagrożeniem dla całego świata.

Dlatego z niepokojem obserwuję rozwój wypadków i obecne inicjatywy dyplomatyczne obu stron. Po zapadłych decyzjach i minionych wydarzeniach proste rozwiązanie problemu jest trudne, jeśli nie niemożliwe.

Killion Munyama

{like}

Kiedy w 1687 r. Izaak Newton opublikował rezultaty swoich badań dotyczących dynamiki świat fizyki uznał jego odkrycia za swoiste olśnienie. Zasady dynamiki określiły związki między ruchem ciała a siłami działającymi na nie. Zdefiniowały zjawiska, które istniały od zawsze i ubrały je w definicje oraz określiły związki przyczynowo skutkowe jakie między nimi istnieją. W prosty wskazały prawidłowości do chwili publikacji poniekąd nieznane, mimo że towarzyszące każdemu z nas na co dzień.

W imieniu Unii Europejskiej ponownie zabrały głos Niemcy. Poprzez wizytę Kanclerz Angeli Merkel na Ukrainie w przeddzień święta flagi tego kraju dano jasno do zrozumienia, że państwa unii w sposób zdecydowany i kategoryczny mówią nie dla rosyjskiej agresji. Spotkania odbyte w trakcie wizyty, w tym między innymi z prezydentem i premierem Ukrainy miały jasno pokazać kogo państwa Europy Zachodniej uznają za legalną władzę oraz dać do zrozumienia, że Ukraina nie zostanie pozostawiona po spacyfikowaniu przez jej armię opanowanych przez terrorystów obwodów donieckiego i ługańskiego.